Miało być terenowo i nawet trochę było
Poniedziałek, 18 lipca 2011 · dodano: 19.07.2011 | Komentarze 0
Dane wyjazdu:
Wszystko zapowiadało się idealnie: urlop, pogoda jak dla mnie wymarzona czyli bez słońca i ok. 20 stopni . Na dodatek cały weekend nie padało więc zaplanowałem wycieczkę w teren. Tym bardziej, że prognozy nie przewidywały opadów.
21.60 km
3.50 km teren
01:22 h
15.80 km/h:
Maks. pr.:57.00 km/h
Suma przewyższeń:430 m
Rower:Mystic Shock
Plan był taki: wjechać na Kocierz dalej szlakiem czerwonym przez Potrójna na Madahore potem z nieznane dla mnie najpierw szlakiem niebieskim potem zielonym w okolice Łysiny zjazd do Kocierza Rychwałdzkiego potem znowu na szczyt Przełęczy Kocierskiej i od drugiej strony rzecz jasna z przełęczy dalej szlakiem zielonym na Beskidek i powrót do domu. Co z tego wyszło? Zaczęło się zgodnie z planem. Kiedy zaczynałem się wspinać na przełęcz okazało się , że synoptycy nie mieli racji. Najpierw lekki kapuśniaczek miałem nadzieję że na tym poprzestanie. Przy takiej pogodzie nie ma problemu mogę jechać. Niestety chwilę później opady przybrały na mocy i z obawy o sprzęt typu telefon czy licznik, który ostatnio stracił część obudowy postanowiłem schować się pod drzewem tuż za serpentynami w jakiejś drodze dla drwali i leśniczych. Schronienie okazało się na tyle skuteczne że mimo dość intensywnych opadów udało mi się nie zmoknąć. Kiedy zorientowałem się, że dźwięk spadających kropli to już tylko to co spada z wyższych partii drzew opuściłem kryjówkę. Ukrywałem się ok. 100m od drogi do której dojazd to podłoże które wybrałem sobie jako cel na tą wycieczkę i niestety po opadach zrobiło się naprawdę nie fajnie, wiec swoje plany należało zmodyfikować o nowe okoliczności. Musiałem zrezygnować z prawie całej terenowej części, ale żeby nie było że sam asfalt zostawiłem sobie ostatni fragment z zaplanowanej trasy czyli przejazd z Kocierza na Beskidek. Dawno mnie tam nie było w pewnym momencie nawet nie miałem pewności czy aby dobrze jadę upewniłem się dopiero kiedy poznałem znajomy fragment znajomy oczywiście z tego powodu, że już raz tam leżałem. Cały tern fragment jechałem bardzo asekuracyjnie i nie wiem czy z powodu tego, że chyba straciłem umiejętności jazdy w terenie a może już mocno zużyte ritchey-e nie dają rady. Myślę że pewnie jedno i drugie dlatego trzeba rozejrzeć się na nowymi oponami w teren myślę, że w Beskidy gdzie jest sporo kamienia całkiem nieźle powinny sprawować się maxxis ridgeline i trzeba będzie więcej poćwiczyć w terenie.
Mapka tego co udało mi się przejechać:
Jak utopić się w błocie w upalny dzień? - posłuchaj rad mamusi
Sobota, 9 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 2
Dane wyjazdu:
Zmiana opon bo tym razem jedziemy spalić trochę drzewa i upiec kilka kiełbas tam gdzie szosa nie dociera. Początek jak podczas poprzedniej wycieczki na działkę. Na samych już działkach za "dobrą radą" pojechaliśmy nieco inaczej topiąc się w błocie. Powrót nieco inaczej ulica Podgórską, Kilińskiego, Mostową, sadowa itd… Oczywiście czyszczenie rowerów po tym wszystkim przypadło w udziale właśnie mi
9.80 km
2.00 km teren
00:48 h
12.25 km/h:
Maks. pr.:- km/h
Suma przewyższeń:- m
Rower:Mystic Shock
Przez Kocierz i Wielką Puszę
Sobota, 9 lipca 2011 · dodano: 11.07.2011 | Komentarze 2
Dane wyjazdu:
Po kilku wycieczkach, które raczej nie obfitowały w kilometry, tym razem przyszła pora na nieco dłuższy wypad. Bez szaleństw też bo ok. 53 km, ale po drodze dwa podjazdy. Pierwszy nie może być inaczej do znudzenia już Przełęcz Kocierska – upał przeokropny a ja na dodatek bardzo mądrze w ten upal wybrałem się na rower w samo południe nic więc dziwnego że już ten podjazd zmęczył mnie dość mocno, a była to przecież zaledwie 1/4 drogi. Na szczęście ze szczytu czekało mnie kilkanaście kilometrów zjazdu lub względnie płaskiej drogi. Nie obyło się jednak bez niespodzianek. Od maja 2010 odcinek ze szczytu do skrzyżowania z droga prowadząca do Kocierza Rychwałdzkiego jest oficjalnie zamknięty dla ruchu z powodu osunięcia się ziemi. Zakaz zakazem a ruch ciągle się tam odbywał wszak ta droga to przecież spory skrót do Żywca. Ponad rok upłynął i nieco poniżej wylotu „trzeciego” podjazdu kocierskiego znaki zakazu zaczynają się mnożyć. Nie bez powodu, jak się okazało. Do odwołania lub raczej do ukończenia prac samochód już tamtędy nie przejedzie a rower trzeba będzie po trawie przeprowadzić, uważając aby pan w koparce łyżka głowy nie przetrącił. Jako alternatywa zostaje jeszcze podjazd zjazd „trzecią stroną”.
53.66 km
0.00 km teren
02:30 h
21.46 km/h:
Maks. pr.:61.00 km/h
Suma przewyższeń:820 m
Rower:Mystic Shock

Dalej tez bardzo ostrożnie pamiętając swój prawie 20km spacer, który miał być dokładnie ta trasą, przez Łekawicę Tresną, Międzybrodzie, Porąbkę. Tu odbijam w prawo w kierunku wielkiej puszczy. Po nowym asfalcie jedzie się wprost bajecznie czego nie można powiedzieć o drodze od Łękawicy do Porąbki. Nieskoprofilowe nabite do 6 atm detonatory nie wybaczają tego. Dodatkowo droga przez puszczę w sporej mierze prowadzi przez miejsca zacienione co w tym upale należało sobie celebrować, no i nie zapomnieć że na końcu tego w prawdzie ciągnącego się przez 8km w prawdzie lekkiego bo ok. 4% podjazdu czeka jeszcze ponad 20% sciana. Ze szczytu najszybszą drogą do domu na obiad potem zmiana opon i kolejna wycieczka w tym dniu ale o tym później…
mapka: